KSIĄŻKOWO

Świąteczne nieporozumienie…

Witajcie kochani!

Pamiętacie Beth O’Leary i jej „Współlokatorów”? „Świąteczne nieporozumienie” to coś w podobnych klimatach. Harper i Holden, czyli dwójka młodych ludzi, którzy w tym samym momencie wynajmują jedno mieszkanie, oczywiście przez przypadek. Ostrzegam, że historia jest w klimatach świątecznych.  Dla mnie takie historie to miód na serce. Uwielbiam je czytać nieodłącznie w towarzystwie gorącej herbaty i cieplutkiego kocyka. Zwłaszcza gdy za oknem pada śnieg, czy deszcz.

„Dwoje ludzi. Jedno mieszkanie.

Gorące perypetie, które pomogą roztopić lód.”

Wiecie jak to bywa z polskimi autorami. Zdecydowanie rzadziej po nich sięgamy. Czy to kwestia gustu, czy też raczej naszego nastawienia to już raczej sprawa indywidualna. W moim przypadku wygląda to tak, że coraz częściej trafiam na dobre książki, a co za tym idzie przekonuję się do rodzimych autorów.

Prosta historia…

Nie ma wielkiego boom, czy jakiś strasznych zawirowań. Historia opowiedziana przez Katarzynę Bester jest przewidywalna od początku do końca, nie ma w niej jakiejś wielkiej tajemnicy, czy ogromnych miłosnych uniesień, a jednak ma ona coś takiego w sobie, co spowodowało, że po zamknięciu książki sama do siebie powiedziałam, że to była fajna, choć krótka opowieść. Wcześniej już wspomniałam, że akcja dzieje się w okolicach świąt i dość niecodzienna sytuacja spowodowana wynajęciem mieszkania dwóm osobom jednocześnie. Jakby wiecie nie ma tu nic skomplikowanego, to po prostu romans, którego głównym zadaniem jest umilić nam czas. Ja w każdym razie niczego więcej od tej historii nie oczekiwałam i w tym momencie z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że „Świąteczne nieporozumienie” zdecydowanie spełniło swoje zadanie.

Czy magia świąt zagrała…?

Jeżeli zastanawiacie się, czy warto sięgać po „Świąteczne nieporozumienie”, to ja polecam, jeżeli lubicie się w tego typu historiach. Wiecie jakby nie ma co sięgać po książkę, jeżeli proste nieskomplikowane historie totalnie nie są w Waszym guście. O bohaterach nie mogę powiedzieć, że są totalnie płascy, ale jakby jakoś bardzo mocno nie są też dopracowani. Romans romansem, ale jednak dużo lepiej historia się prezentuje, gdy ci bohaterowie jakoś pokazują swoje uczucia, wiecie z takim zaangażowaniem, a miejscami miałam wrażenie, jakby te dialogi były takie trochę z musu. Wątek nowej pracownicy też jakby taki, no nie wiem… to znaczy, ja rozumiem dlaczego on powstał, ale coś mi tu nie grało. Może jakby go troszeczkę inaczej poprowadzić?

Jednak za coś te książkę lubię. Może miała na to wpływ akcja z mieszkaniem, a może podchody między Harper i Holdenem. Możliwe też, że to odważna decyzja Harper o wzięciu życia w swoje ręce. Książka jest bardzo krótka, ma ledwie 240 stron, także i więcej o fabule powiedzieć się nie da. Rozumiecie, spojlery. W każdym razie dla totalnej rozrywki warto sięgnąć. „Świąteczne nieporozumienie” to książka dla czytelnika raczej 15-16+. Jest tu kilka scen erotycznych i to głównie z tego powodu, choć wiem, że teraz młodzież szybciej dojrzewa i jakby tego typu sceny w literaturze nie robią już większego wrażenia.

No nic, na dzisiaj to tyle. Dajcie znać, czy czytaliście „Świąteczne nieporozumienie” i jak się Wam podobało lub może nie podobało, bo tak też mogło przecież być. Zapraszam Was również do zaglądania na FB Matki w sieci oraz do zaglądania na Instagram i dzielenia się swoimi opiniami. 

Na razie

B.

Matka w sieci w świecie książek

Ostatnia recenzja → Pierwszy raz w te święta… 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: